14.05.2012
Nowe zdjęcia kociąt z miotu "E".
23.04.2012
Mamy kocięta egzotyczne.
Rodzicami zostali:

Miot E narodził się 05.04.2012. Urodziły się 3 śliczne kociątka.
Mama była bardzo dzielna i jest bardzo opiekuńcza w stosunku do swoich dzieciątek.
A jakie są kocięta naszej Puci? ...kilka moich spostrzeżeń:
Eufegenia- kotka czarno-biała- najodważniejsza z rodzeństwa.
Ruchliwa i ciekawska- jako pierwsza wyszła z gniazda i zwiedzała okolice.
Zawadiaka - zaczyna się w braci i zmusza ich do zabaw, współnych eskapad oraz zwiadów...
Elmo- kocurek rudo -biały- prawdziwa z niego pierdołka.
Podczas gdy rodzeństwo zwiedza okolicę, on tylko sprawdza dokąd poszli,
robi w tył zwrot i podejmuje decyzję o pozostaniu w budce, po czym zaczyna się bawić...
-atakuje ziarenko karmy i górkę powstałą z kocyka....
Euzebiusz- kocurek, też rudo -biały- najchętniej zostałby z bratem Elmo w budce,
jednak poddaje się wpływowej Eufegenii i idzie z nią na zwiady.
Jednak , gdy ten największy żarłok na swej drodze znajdzie pełną miseczkę, nawet siostra nie jest w stanie
go powstrzymać, później już trzeba się tylko zdrzemnąć słodko, no dopóki Eufegenia nie przeszkodzi....:)
27.03.2012
18.02.2012
Nasza Pucia - kotka exo nareszcie dostała rujkę i pojechała do kawalera.
Jej chłopak jest biało-niebieski. Kociątek exotycznych spodziewamy się w pierwszej dekadzie kwietnia.
Zainteresowanych prosimy o kontakt mailowy lub telefoniczny. Będziemy także na alegratce.
13.02.2012
27.12.2011
Gwiazdkowa niespodzianka!
W samą Wigilię nasza Lucia obdarowała nas niebieskimi pięcioma kociątkami.
Mamy 2 dziewczynki i 3 chopaków - miot na literkę "
D".
Poród był długi .Wszystko zaczęło sie już o 11.25. Po godzinie przyszedł na świat pierworodny.
Później, mniej więcej co godzinę, następne kiciunie pojawiały się na naszym ziemskim
padole.
Lucia dzielnie sobie radziła. Dużo ją to kosztowało wysiłku.
Po porodzie nakarmiła młode i.... padła na pysk na moim łóżku na około 3 godziny bez ruchu.
To jej drugi miot, więc wie już co i jak. Jak na razie jest dobrą i troskliwą mamą.
Zapraszam do rezerwacji maluszków.
16.12.2011
22.11.2011

Zapraszamy do działu
KOCIĘTA,
gdzie można zobaczyć najnowsze zdjęcia naszych pociech z miotu "C"
15.09.2011
Kocięta rosną jak na drożdżach.
Teraz już widać, że różowe nie zostaną. Wszystkie mają po mamusi czarne łatki na nosku, pointy.
Dziewczynki są szylkretki.
Zapraszamy do naszej galerii.
07.09.2011
Narodziny miotu C
Bromba 06.09.2011 o godz. 23.20 urodziła ostatniego z 5 łysolków.
Wszystkie jednakowe różowe kiełbaski, ciekawe jak się wybarwią....
Jest trzech chłopców i dwie dziewczynki. To super, bo jedna prawdopodobnie zostanie z nami.
Poród do łatwych nie należał, pierwszy kotek nie mógł się przecisnąć przez maminą dziurkę.
Musiał nas odwiedzić zaprzyjaźniony weterynarz, który pomógł Brombie przecisnąć pierworodnego synka.
Potem już wszystko poszło jak z płatka.
30 marca 2011
Noc minęła spokojnie, ale Gadzia jakoś mi się nie podobała -smutna i zbyt rzadko siedzi z młodymi.
Postanowiłam jeszcze raz spróbować przenosin, tym razem o piętro niżej, (będzie miała szerzej)
i to był chyba strzał w dziesiątkę (czas pokaże). Gadzia zaraz się tam położyła,
młode nakarmiwszy zasnęła snem błogim, ciałem swym ogrzewając szczęśliwe maluszki.
Muszę teraz sprawiedliwie dzielić swą uwagę i zaglądać do każdej budki po kolei, bo jak jestem przy Lucii,
to Gadzia zaraz wychodzi i zagląda co ja tam robię , miauczy i woła.
Muszę zaraz iść do jej budki wygłaskać ją i pochwalić jej dzieci również.
Czy to wszystko nie jest niesamowite?
29 marca 2011
Drugi miot w Kocim Zdaniem
czyli wieści z PORODÓWKI cz. II
Lucia urodziła 4 niebieskie kociaki . Poród cięższy niż u Gadzi.
Pierwsze urodziła po 2 godzinach cierpień i postękiwań.
Kiedy je rodziła, to aż krzyknęła (miałknęła), za to trzecie prawie bym przegapiła
(a siedziałam przy niej cały czas). Ponieważ Lucia zajęta była karmieniem, myślałam,
że będzie z godzinka przerwy jak u Gaduły, a ona urodziła jakby mimochodem. Na czwarte już czekałam z uwagą.
Pomacałam, i nie ma nic już w brzusiu , a i rtg wykazała 4 kocięta, więc poród zakończył się był.
Poród się zakończył, ale odpoczynku nie ma. Gadzia rano przeniosła swoje młode do budki na drapaku.
Ciasno tam mają, ale niech jej będzie. Namęczyła się z dwoma i woła żeby jej pomóc, no to pomogłam.
Jednak widać ,że chyba złe miejsce wybrała, bo niechętnie tam przebywa.
Tylko byle nakarmić i ucieka. Tak więc troskliwa pańcia dawaj maluchy do większej budki
(mamy ich w domu ze 7 w czasach tych porodów) , no i jest niby lepiej.
Podczas porodu Gadzia nerwowo siedziała pod drzwiami łazienki (Lucia tamtejszą budkę wybrała).
Wyglądało jakby przyjaciółka przyjaciółce dopingowała. Jednak to chyba nie to........
Dlaczego tak myślę? Po porodzie przeniosłam Luciną porodówkę z całą jej zawartością do pokoju.
Gadzia podeszła i najnormalniej w świecie weszła do budki. Lucia nic... No to Gadzia wylizała jedno młode.
Obserwowałam dokładnie, czy czasem głód jej nie dopada, ale nie. No to wszystko w porządku, myślę sobie.
Lucia wyszła z budki najeść się, uzupełnić i oddać płyny.
Chłodno się maluchom zrobiło, to zaczęły drzeć papy, no i tu był pies pogrzebany.
Wołam do nich z kuchni - "zaraz mama przyjdzie" i idę włączyć poduszkę elektryczną i aż mi się gorąco zrobiło
- widzę tylko 3 kociaki. No tak! Gadzia jakby na to czekała
- nikogo w pokoju, Lucia w kuwecie, pańcia szykuje jedzenie,
no to Gadzia dawaj młodego jednego w paszczę i do budki na drapaku.
I Chciała je tam wszystkie zabrać. Co ja się namęczyłam, żeby jej to z głowy wybić.......
Wystraszyłam się, że może ta budka była jej wymarzona, a ja jej młode przeniosłam..? "Ok, niech ci będzie uparciuchu" -
pomyślałam i przeniosłam z powrotem całą niebiesko - kremową ferajnę i przez noc się tam gnieździć musieli.
Młodą mamę z przychówkiem zabrałam przezornie do sypialni.
22 marca 2011 r.
Pierwszy miot w Kocim Zdaniem
czyli wieści z PORODÓWKI
Już po porodzie.

A było to tak:
Rano Zuza powiedziała mi, że chyba Gaduła chce rodzić bo chodzi za nią i dziwnie skrzeczy.
Termin na jutro , więc uspokajając siebie i córkę powiedziałam, że na pewno po prostu chce jeść.
Wstałam jednak szybko
bo może jednak....?
Gadzia chodziła za mną wszędzie miaucząc jakby mnie wołała.
Zawsze kierowała swe kroki do jakiejś budki- a mam ich w domu 6.
Postanowiłam, że dam jej jeść i jeśli nie będzie chciała, to to znaczy , że to PORÓD , a nie głód.
Trochę liznęła, ale dalej mnie nawoływała.
No to zrobiłam sobie przezornie herbatę, bo podejrzewałam kilka godzin siedzenia i nie pomyliłam się.
Nie mogłam na krok odejść od kotnika, bo ona wybierała się za mną.
Gdy tylko usiadłyśmy na miejscu o 08.20, zaczęło jej coś wychodzić.
Myślałam,że szybko pójdzie, ale to był chyba ten czop, który zabezpiecza drogi rodne.
Trochę się pomocowała z pierwszym kotkiem, był największy - kremik - mokry ważył 111,
a urodził się dopiero o 9.59. Półtorej godziny trwało zanim wyszedł,
a robiła z 3 podejścia. Wychodził i się cofał.
Myślałam, że się udusi. Masowałam jej kręgosłup i cyce, żeby pobudzić wydzielanie oksytocyny.
Drugiego urodziła już po 10 minutach i z nim od a-z zrobiła wszystko sama.
Reszcie ja pomogłam wydostać się z błon. Później przerwa godzinna i znów 2 kotki w szybkich odstępach
- 11.15 i 11.22 i koniec porodu. Aha, kotka zjadła wszystkie 4 łożyska,
a ja odsysałam wszystkie kociaczki ustami, tak jak mi koleżanka Bessi poradziła i chwalę sobie ten sposób.
Jesteśmy po wizycie weta. Wszystko ponoć ok. Pokazywałam mu jak wyglądał poród ,
bo udało mi się uwiecznić pewne momenty na filmie i z tego wszystkiego zapomniałam zapytać o płeć.
Mnie się wydaje, że niebieskie to dziewulki, bo kremki to chłopy, ale głowy nie dam.
Teraz trzymajcie za dalszy rozwój kociaczków.